strona główna
zasady konkursu
regulamin
kapituła
informacje
zgłoszeni 2007
laureaci poprzednich edycji
Licznik zgłoszeń w bieżącej edycji 083
patron
kontakt
organizator
patroni medialni
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |


Licznik zgłoszeń w bieżącej edycji 083
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() Ecclesia Software |
![]() Wydawnictwo Księży Marianów |
![]() Greenhills | |
Miłość, cierpliwość, otwartość, poczucie służby - tak na pytanie o "przepis" na dobrego proboszcza odpowiada 69-letni ks. Jan Dziasek, laureat rozstrzygniętego 22 listopada konkursu na Proboszcza Roku 2007. Parafię, którą obecnie kieruje tworzył od zera, a konkretnie od ...walącego się domu i garażu, które przerobił na punkty katechetyczne. Dziś 18-tysięczna parafia św. Jadwigi Królowej w Krakowie tętni życiem a wierni są wdzięczni swojemu proboszczowie i za to, że jest dla nich duchowym przewodnikiem, i za to, że ich dzieciom buduje boisko ze sztuczną nawierzchnią.
Wielka przygoda ks. Dziaska z obecną parafią rozpoczęła się w 1971 r. Pracował wtedy w Borku Fałęckim. Kard. Karol Wojtyła wyraźnie dostrzegał nowe potrzeby duszpasterskie w rozbudowującym się mieście. "Kraków w starych murach niejako się nie mieścił, zaczęły powstawać liczne osiedla jak Nowa Huta, Prądnik, Krowodrza, Azory, gdzie 20-30-tysięczne rzesze były pozbawione kościołów" - mówi ks. Dziasek. Powstawały przedszkola, szkoły, w których nie było lekcji religii a księdzu nie było wolno wchodzić do szkoły. "Kard. Wojtyła był przekonany, że Kościół nie może tych ludzi zostawić, że to są nasi ludzie i mimo tego, że nie wolno budować kościołów i ustawiać znaków religijnych, to wszędzie tam trzeba wysyłać księdza". Rozbudowywała się także 50-tysięczna parafia św. Szczepana. "Jasiu, pójdziesz tam" - oznajmił metropolita krakowski, który w kwietniu 1971 r. zaprosił ks. Jana do kurii. Jasiu się wahał, bo nie miał pojęcia o jaką parafię chodzi, ale cóż miał robić...
Dom-ruina, czyli początek
Zadaniem księdza było objęcie posługą duszpasterską mieszkańców osiedla, które powstawało w północnej części parafii, "jeszcze na tle łanów zbóż". Ale ks. Jan nie miał absolutnie żadnego lokum, które mogłoby być jego "bazą". "Zacząłem chodzić między blokami. Zauważyłem kilka domków jednorodzinnych i jeden, który się walił. Właśnie nim się zająłem. Powstał tam punkt katechetyczny. To był zalążek parafii".
Ks. Jan nie ma wątpliwości, że w pojedynkę nic by nie zdziałał. Zwłaszcza, że komunistyczni urzędnicy byli wyczuleni na wszelkie inicjatywy religijne. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy przy księdzu stanęli, pomagali mu, bronili sprawy. "Ci zwykli ludzie czuwali nad tym, by milicja czy urzędnicy nie zamknęli nam punktu katechetycznego".
Punkt powstał w październiku, a już 13 grudnia, w dniu św. Łucji, ks. Jan mógł tu odprawić pierwszą Mszę św. "Pamiętam, że kard. Wojtyła powiedział wtedy: no, tośmy postawili pierwszy krok".
Krok drugi, czyli garaż
Ale jeden punkt katechetyczny nie wystarczał do "obsługi" trzech działających w okolicy szkół podstawowych. Trzeba było poszukać kolejnego lokum. "Wynalazłem garaż, poprosiłem ludzi, żeby go udostępnili na naukę religii". W pierwsze fazie ksiądz miał szczęście nie tylko do świeckich, ale także do współpracujących z nim księży. Nie zwracali uwagi na to, czy mają gdzie mieszkać, tylko, że jest praca duszpasterska. ("Czy są tacy dzisiaj? - Nie bardzo widzę..."). Wynajmowali mieszkanie sublokatorskie u parafian i spotykali się z ks. Janem w punkcie katechetycznym. Dziś wspomina ich z łezką w oku, jako wspaniałych duszpasterzy, którym parafia św. Jadwigi zawdzięcza bardzo wiele.
Od razu, w zalążku parafii, powstał zespół charytatywny, głównie z inicjatywy siostry Łucji, służebniczki dębickiej. W tygodniu nie było jak odprawiać Mszy św. w punktach katechetycznych, więc s. Łucja wpadła na pomysł, by odprawiać je u chorych. "Chodziliśmy z Mszą św. od klatki do klatki, od domu do domu". Chorzy byli bardzo zadowoleni, zawiązywała się prawdziwa wspólnota. "Eucharystia tworzy wspólnotę i nie jest to tylko teoria Soboru Watykańskiego II, ale praktyka" - przekonuje ks. Jan.
Parasole z Kleparza
W 1972 r. parafianie podjęli starania o budowę kościoła. Nie było łatwo: przyszły ataki milicji, różne komisje itp. Parafia ks. Dziaska odpowiedziała kontratakiem. "Zaczęliśmy chodzić do prezydenta miasta, do I sekretarza KW PZPR, do urzędów w Warszawie, włącznie z Komitetem Centralnym i zasypywaliśmy ich pismami". Powstawały kolejne petycje, a pod każdą podpisy 20-30 osób. I jedna prośba: zezwolenie na budowę kościoła. "To było drążenie, krok po kroku, żeby wreszcie zgodę wydano". W sumie delegacje parafian ks. Jana jeździły do urzędów 120 razy. Jednocześnie wciąż rozbudowywano punkt katechetyczny, metodą "wbijania" kolejnych palików poszerzano parafialne terytorium. Na Msze przychodziło coraz więcej ludzi. W czasie deszczu czy śniegu byli bezradni. Ks. Jan pozazdrościł handlarkom z Kleparza sporych, rozsuwanych parasoli, więc je od nich odkupił i postawił przed garażem. "Ludzie do dzisiaj wspominają te Msze pod gołym niebem i mówią, jak to było uroczo i że dzisiaj już tak nie jest...".
Dzieło
Wreszcie, po pięciu latach, w 1977 r., przyszło zezwolenie na budowę kościoła. Dwa lata później parafia wykupiła teren, zatwierdzono plany. Budowa ukończono po dziesięciu latach. "To ludzie budowali ten kościół. Ja tylko chodzę, przyglądam się, uśmiecham i chwalę".
Dziś jest to wielka świątynia o kubaturze 65 tys. m sześciennych. Powstał też dom parafialny i salki katechetyczne. Po wejściu religii do szkół, salki opustoszały. Wtedy ówczesny krakowski biskup pomocniczy, Kazimierz Nycz podsunął ks. Janowi myśl, by założył szkołę katolicką. Proboszcz trochę się obawiał, na brak pracy i tak nie narzekał, ale biskup się uparł. Dokonano odpowiedniej adaptacji pomieszczeń i dziś w katolickiej szkole podstawowej im. św. Jadwigi kształci się 200 dzieci.
Z myślą o młodzieży ks. Jan powołał m.in. klub sportowy "Jadwiga". Dokończono budowę sali gimnastycznej i powstał cały kompleks obiektów sportowych, wyposażono je w profesjonalny sprzęt. Właśnie ruszyła budowa boiska z prawdziwego zdarzenia - ze sztuczną murawą.
Dla chorych, samotnych, biednych duchowo i materialnie parafia prowadzi regularne duszpasterstwo i wczasy-rekolekcje. Kuchnia dla ubogich wydaje dziennie ponad 100 obiadów. Dzieci z rodzin ubogich mogą liczyć na pomoc finansową przy zakupie podręczników, wykupienie obiadów w stołówkach szkolnych, paczki na święta.
Proboszcz w nowych czasach
Z rozrzewnieniem wspomina ks. Dziasek czasy "założycielskie", sprzed blisko 40 lat. Więcej było ludzi serdeczniejszych, milszych. A na ulicy niemal każdy pozdrawiał księdza słowami: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". "Chłopak, którego uczyłem religii, dziś przechodzi obok, udając, że mnie nie zna". To samo jest z wizytą duszpasterską. Dawniej księża docierali prawie do każdego mieszkania, nawet w blokach wojskowych. Chociaż tym ludziom zakazywano przyjmować księdza, oni zasadniczo byli otwarci, nie bali się, dlatego ks. Jan bardzo miło wspomina rodziny wojskowych. Dziś zdarza się np. że w nowym bloku z 320 mieszkaniami ksiądz jest przyjmowany w 46-48 mieszkaniach... "Nie wiemy, kto w takich blokach mieszka, to jest dla nas zagadka nie do rozgryzienia".
Bloki są trudno dostępne, chronione murem. "Gdy idziemy z posługą, najpierw musimy wytłumaczyć się portierowi, który następnie dzwoni do lokatora z pytaniem, czy ten życzy sobie przyjąć księdza itd. Powstaje swoiste podgrodzie: jesteśmy odgrodzeni od reszty, do nas nikt nie ma dostępu".
Ks. Jan jest jak najdalszy od myśli, że są to ludzie dla Kościoła straceni. "Czekam na nich. Myślę, że w końcu przyjdą. Tam jest dużo spraw związanych z sakramentem małżeństwa: nieuregulowanym lub zerwanym. Z takiej czy innej okazji przyjdą, trzeba na nich czekać. Dzisiejszy ksiądz, a zwłaszcza proboszcz powinien być otwarty i czekać na parafian. Czekać z miłością, cierpliwością i w taki sposób do nich się odnosić".
Dobry proboszcz - receptura
"Proboszcz jest dla parafian, jest przyjacielski. Bo my nic nie mamy do rządzenia ani rozkazywania, tylko do usługiwania. Przecież my, księża, nazywamy siebie sługami Bożymi, sługami Chrystusa. Ten tytuł zobowiązuje i wszystko mówi".
- A jeśli ktoś przychodzi po 20 latach, wcześniej nie przyjmował księdza "po kolędzie", ma nieuregulowane sprawy małżeńskie?
- Tym bardzie się nim raduję i jestem gotów go wyściskać i zachęcić, by wziął się do jakiejś rzeczowej roboty. Bo jak z Panem Bogiem swoich spraw nie ureguluje, to co? Ja mu w tym mogę pomóc, ale on musi tego chcieć.
Tomasz Królak