Proboszcz RokuProboszcz Roku

strona główna

zasady konkursu

regulamin

kapituła

informacje

zgłoszeni 2007

laureaci poprzednich edycji

2000
2004
2005
2007

Licznik zgłoszeń w bieżącej edycji 083

patron

kontakt

organizator

KAI  

patroni medialni

VOX FM
Niedziela Gość Niedzielny
Pastores Wiara
Tygodnik Powszechny W Drodze
sponsorzy konkursu
Ecclesia Software
Ecclesia Software
Wydawnictwo Księży Marianów
Wydawnictwo Księży Marianów

Greenhills


ks. Henryk Rawski

fot. fotoKAI

W parafii, którą kieruje postawił na sport – organizuje zawody piłki nożnej dla młodzieży, zawody jeździeckie, w których sam bierze udział, wycieczki rowerowe i piesze dla dzieci. Propaguje lokalny patriotyzm, oprowadza wycieczki szkolne po okolicach opowiadając o ich historii. Kocha muzykę: śpiewa i gra na kilku instrumentach. Zorganizował całoroczną pomoc parafialną dla najuboższych rodzin, m.in. letni wypoczynek dla dzieci czy wyprawki szkolne. W dniu św. Cecylii organizuje w kościele uroczyste koncerty.

W każdą niedzielę 65-letni kapłan musi odprawić aż cztery Msze św.: pierwszą w Ząbrowie o 8.30, potem w Gałdowie o 10, potem znowu w Ząbrowie o 11. i na koniec w Piotrkowie o 13. W tej ostatniej miejscowości mieszka wiele starszych osób, które nie są w stanie dotrzeć na Mszę św. do oddalonego o 10 kilometrów

Proboszcz dla ludzi

63-letni ksiądz Henryk Rawski, najstarszy finalista konkursu "Proboszcz Roku 2004", jest człowiekiem bardzo skromnym i niechętnie mówi o swoich osiągnięciach w pracy duszpasterskiej. Jednak parafianie bardzo go doceniają i darzą go ogromnym szacunkiem za wszystko, co dla nich zrobił?

Finalista konkursu "Proboszcz Roku 2004" z Ząbrowa postawił na sporty i rekreację. Organizuje spotkania piłkarskie dla młodzieży i zawody jeździeckie, których sam jest najstarszym uczestnikiem. Oprowadza wycieczki szkolne oraz organizuje półkolonie dla dzieci i młodzieży. Urządza też koncerty w dniu patronki muzyków - św. Cecylii (22 listopada). Jest także budowniczym kościoła w jednej z wsi należącej do jego parafii. Zorganizował całoroczną pomoc dla najuboższych rodzin.

Mazurska parafia

Ząbrów jest sporą wsią koło Iławy, otoczoną przepięknym krajobrazem z mazurskimi jeziorami. Ksiądz Rawski jako proboszcz tutejszej parafii ma pod opieką 2400 dusz, kościół parafialny w Ząbrowie oraz dwie dojazdowe świątynie w Gałdowie i Piotrkowie, oddalone odpowiednio o 4 i 10 kilometrów. W każdą niedzielę 63-letni kapłan musi odprawić aż cztery Msze św.: pierwszą w Ząbrowie o 8.30, potem w Gałdowie o 10, potem znowu w Ząbrowie o 11. i na koniec w Piotrkowie o 13. W tej ostatniej miejscowości mieszka wiele starszych osób, które nie są w stanie dotrzeć na Mszę św. do oddalonego o 10 kilometrów Ząbrowa. "Razem z parafianami wybudowaliśmy dla nich kaplicę. Bardzo dobrze, bo oni są słabi, nie mają samochodów i nie mogliby przyjeżdżać na Mszę. Teraz to ja mogę do nich pojechać" - podkreśla ks. Rawski.

Obecnie większość parafii wiejskich jest na wymarciu, ponieważ na wsi mieszkają głównie starsi ludzie. Ząbrów pod tym względem jest inny. Tutaj znacznie więcej jest chrztów niż pogrzebów. Regularnie do kościoła chodzi mniej więcej co trzeci parafianin. "Natomiast po kolędzie przyjmują mnie wszyscy" - podkreśla proboszcz. "Chyba, że zdarzą się świadkowie Jehowy" - dodaje. Na terenie parafii jest osiem takich rodzin.

Ząbrowska świątynia przed wojną była kościołem protestanckim. Dopiero po wojnie, gdy protestanci w większości opuścili te tereny, dorobiono w nim zdobienia ołtarza głównego i przerobiono obiekt na kościół katolicki. Obecnie na terenie parafii nie ma ani jednej rodziny protestanckiej. Większość z nich wyjechała, a ci którzy zostali, przeszli na katolicyzm.

Miłość do koni

Ksiądz Rawski zorganizował już pięć razy zawody w jeździectwie z udziałem zawodników z całej Polski, w tym także nawet 10-letnich dzieci. "Ja natomiast zawsze dostaję wyróżnienie jako najstarszy uczestnik rywalizacji" - podkreśla żartobliwie. Każdorazowo na turniej jeździecki zjeżdża się kilka tysięcy kibiców. Zdaniem dyrektorki pobliskiego przedszkola Danuty Śliżewskiej ząbrowskie zawody konne stoją na bardzo wysokim poziomie. "Ponadto jest to wielkie wydarzenie i rozrywka dla tych biednych wiejskich ludzi, którzy na ogół nie biorą udziału w tak dużych wydarzeniach" - podkreśla Śliżewska.

"Można powiedzieć, że wychowałem się przy koniach, bo moi rodzice także mieli konie" - opowiada proboszcz. Sam jeździ konno dopiero od kilkunastu lat, kiedy był proboszczem na poprzedniej parafii w Rzecznej, gdzie jeździectwo było bardzo mocno kultywowane. To była parafia pw. św. Jerzego, który jest patronem tego sportu.

Ksiądz Rawski opowiada, że zdarzało się, iż konno w sutannie jechał do chorego. "Nawet z Najświętszym Sakramentem raz jechałem konno" - opowiada. "Dwa lata temu na Boże Narodzenie tak nas tu zasypało śniegiem, że żaden samochód nie mógł przejechać. Parafianie z dojazdowych kościołów wątpili w to, że przyjadę i odprawię im Msze św. Ja jednak osiodłałem konia i po tym zaspach pojechałem. Bez konia nie byłoby to możliwe, ponieważ tyle było śniegu, że nawet traktory nie jeździły. Gdy byłem na miejscu, parafianie byli mi bardzo wdzięczni. Można powiedzieć, że wtedy mój koń okazał się bardzo pomocny w pracy duszpasterskiej" - wspomina ks. Rawski.

Opieka nad dziećmi

Drugą pasją księdza jest turystyka. Organizuje on dla dzieci wędrówki szlakiem mazurskich jezior. Każdorazowo bierze w nich udział od kilkunastu do kilkudziesięciu dzieci i młodzieży. "Nie oddalamy się daleko, ale kroczek po kroczku obserwujemy piękno otaczającej nas przyrody" - opowiada ks. Henryk. Dzieci z Ząbrowa wychodzą około dziesiątej i przez pięć godzin chodzą po okolicznych lasach i terenach wokół jezior. Podczas takich wędrówek dzieci pokonują jednorazowo nawet ponad 20 kilometrów. Młodzi mogą zobaczyć skrywające się w szuwarach ptaki i różnoraką roślinność wodną. "Na jednej z naszych tras zwiedzamy np. bardzo ładny stary zamek. Albo innym razem idziemy do któregoś gospodarza, żeby nam pokazał, jak pracuje. Oglądamy jego pracę od postaw" - opowiada ks. Rawski.

Proboszcz organizuje także wycieczki rowerowe, tzn. ksiądz jedzie konno, a dzieci za nim na rowerach. Podczas wycieczek zawsze jest ognisko i pieczenie kiełbasek. "Ksiądz dostaje czasami z rzeźni sponsorowane kiełbaski albo sam płaci. Także dzieci zawsze mogą coś zjeść za darmo" - podkreśla Danuta Śliżewska. W wakacje wycieczki organizowane są w każdą środę.

Ksiądz proboszcz pozyskał sobie sympatię całkiem sporej grupki ministrantów. "Oni są bardzo zaangażowani. Proboszcz porobił im dyżury, podczas których pomagają przy kościele i plebanii" - opowiada Śliżewska. Wokół plebanii zawsze kręci się bardzo wiele dzieci. "Te dzieci pokochały tego konia. Ksiądz ich wsadza na konia, uczy jeździć oraz opowiada o zwyczajach związanych z końmi" - mówi Śliżewska. Syn pani Danuty założył drużynę piłkarską. "Ksiądz ich wspiera i pomaga finansowo. Daje często np. na piłkę, strój czy buty dla uboższych zawodników" - opowiada pani Danuta.

"Jak ksiądz poprosi, to pomagamy mu" - opowiada 12-letni ministrant. Ksiądz czasami częstuje dzieci ciastem i słodyczami. "Jednak my przychodzimy nie po to, aby ksiądz nas czymś częstował, ale aby pomóc mu" - podkreśla jeden z chłopców koszących trawę wokół plebanii. Na każdej niedzielnej Mszy św. jest grubo ponad 10 ministrantów. "Chłopcy bardzo chcą być ministrantami, ale ksiądz robi selekcję, bo jego zdaniem najpierw trzeba się wykazać" - opowiada jedna z parafianek. "On robi im jakąś punktację i jest dla nich wymagający" - podkreśla mama jednego z chłopców.

Msza jest najważniejsza

"Dla mnie najcenniejsze w życiu jest odprawianie Mszy św. w zwykły dzień powszedni. Przychodzi wtedy grupka 8, 10 starszych i najwierniejszych parafian, a ja wtedy mogę spokojnie się skupić na celebrowaniu" - opowiada ks. Rawski. "Ci, którzy przychodzą w tygodniu, to tak naprawdę chcą tej Mszy św. Jest wtedy kompletna cisza i spokój. Taka Msza w tygodniu jest dla mnie wielką radością i czekam na nią przez cały dzień" - wyznaje kapłan. Jego zdaniem każdy duchowny musi kochać to, co robi, ponieważ tyko wtedy praca duszpasterska nie będzie go męczyć.

Ksiądz co roku w dniu świętej Cecylii, patronki muzyków, organizuje dla parafian koncerty. W nawie głównej ustawia elektroniczne organy i nagłośnienie. W to święto muzyków parafianie, zamiast wysłuchać księdza na kazaniu, mogą go posłuchać, jak gra na organach. Na tę specjalną Mszę św. przychodzi znacznie więcej ludzi niż w normalną niedzielę. Proboszcz przed koncertem wysyła do każdego domu ministrantów z imiennym zaproszeniem. "Każdy we wsi czuje się wyróżniony i zobligowany do tego, aby się ładnie ubrać i przyjść na koncert" - opowiada D. Śliżewska. Ksiądz nie tylko im gra, ale także opowiada o muzyce i kompozytorach. Każdy koncert na św. Cecylii trwa ponad godzinę. "Wtedy godziny Mszy świętych w tych trzech kościołach troszeczkę się poplączą. W rezultacie spóźnię się do innych dojazdowych kościołów" - śmieje się proboszcz. "Ale ludzie już o tym wiedzą i są dla mnie wyrozumiali" - dodaje.

W parafii działa prężnie również kółko różańcowe, do którego należą głównie starsze osoby oraz grupa młodych mężatek - tzw. "Róże". "Była także grupa młodzieżowa, ale większość z nich wyjechała na studia" - podkreśla ksiądz proboszcz. Parafianie bardzo chętnie księdzu pomagają. "Ja także mam na nich dobry sposób. Wychodzę i zaczynam np. grabić albo coś innego robić. Natychmiast zbiera się grupka, chętnych do pomocy" - opowiada ks. Rawski.

Serce dla parafian

W okolicach Ząbrowa jest bardzo duże bezrobocie. "Najgorzej jest we wsi sąsiedniej, która jest wsią popegeerowską. Ludzie często przychodzą na plebanię pożyczyć pieniądze. Daję im, staram się pomóc, choć wiem, że i tak nie oddadzą, bo nie mają z czego" - mówi z zatroskaniem ks. Rawski. "Czasami daję im po prostu jedzenie" - podkreśla. Zdaniem Danuty Śliżewskiej ksiądz pomaga wielu rodzinom. "On sam, z własnej inicjatywy dociera do nich i stara się pomóc. Patrzy głównie na dobro dzieci, często także kupuje im jedzenie i przybory szkolne" - podkreśla dyrektorka przedszkola. Jej zdaniem ksiądz Rawski jest po prostu dla ludzi. On swoją plebanię otworzył dla wszystkich ludzi. Ktokolwiek do niego się zwróci, każdemu pomoże.

Ksiądz Rawski uporządkował cmentarz, zrobił ogrodzenie i chodniki. "On jest bardzo pracowity. Jego najczęściej można spotkać, jak np. kosi trawę na cmentarzu. My go żartobliwie nazywamy: pracuś" - opowiada pani dyrektor. Wielokrotnie zdarza się, że proboszcz sprząta np. opuszczone groby. W Piotrkowie, gdzie ludzie bardzo rzadko chodzili do kościoła, wybudował im kaplicę, a obecnie odnawia stary kościół w Gaudowie. Zorganizował również kaplicę pogrzebową, której wcześniej w parafii nie było.

Ksiądz jest dla ludzi

Danuta Śliżewska opowiada, że gdy tylko dowiedziała się o konkursie na "Proboszcza Roku", od razu porozmawiała z sąsiadami i stwierdziła, że nasz ksiądz w pełni zasługuje, aby wziąć udział w konkursie. "Przecież nasz ksiądz jest najlepszy i zasługuje na laury" - opowiada dyrektorka ząbrowskiego przedszkola. - "Nasz ksiądz jest bardzo skromny, ale na tę nagrodę w pełni zasługuje. On powinien być wyróżniony za to, że ma tyle serca w sobie dla nas" - dodaje. Zdaniem pani Śliżewskiej poprzedni ksiądz nie miał takiego daru zjednania sobie ludzi i nie cieszył się tak wielkim autorytetem jak obecny proboszcz.

Pani Danuta opowiada, że po konkursie ksiądz, dziękując swoim parafinom za to, że go zgłosili, prawie płakał ze wzruszenia. Był pod takim wrażeniem, że prawie mówić nie mógł. "Dla niego to była ocena jego pracy, którą wystawili mu właśni parafianie. Czyli największa nagroda, jaką może proboszcz dostać, bo jest to nagroda od ludzi, którym na co dzień służy" - opowiada pani Śliżewska.

Jej zdaniem, ksiądz Henryk Rawski sprawił, że życie w Ząbrowie kręci się wokół kościoła. "On jest naprawdę wielką osobowością w tej wsi" - podkreśla pani dyrektor.

Artur Stelmasiak

ter

© 2007 Katolicka Agencja Informacyjna; projekt graficzny Joanna Jarco